Choć jesień powitała nas szaro-buro i słotnie, elblążanie nie mogą narzekać na brak złotej polskiej jesieni. Barw tej ponurej porze roku dodaje nowy sezon kulturalny. Po sobotniej premierze w elbląskim teatrze, pierwszy występ w sezonie 2013/2014, we wtorkowy wieczór (24 września) dała eksportowa chluba naszego miasta – Elbląska Orkiestra Kameralna.
Bożena Sielewicz, dyrektor EOK, z nieskrywaną radością powitała zebranych w murach Galerii El melomanów. Radość tym większa, że oprócz kolejnych perełek, w postaci znakomitych gości, sponsor strategiczny i mecenas Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, firma Siemens, przekazała na ręce pani dyrektor nową umowę sponsorską. – Umowa jest piękna, okazała, bogata, za co oczywiście wszyscy nisko się kłaniamy – powiedziała dyrektor Sielewicz.
W nowy sezon koncertowy tego wieczora wprowadzał słuchaczy Jarosław Praszczałek – dyrygent, kompozytor, instrumentalista. Ukończył Wydział Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki (kierunek: dyrygentura symfoniczno-operowa) na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Z zacięciem godnym Bogusława Kaczyńskiego opowiadał o kolejnych utworach i ich autorach, bogato krasząc swe opowieści ciekawostkami dotyczącymi genezy kompozycji jak również życia i pracy kompozytorów.
- Witam państwa bardzo serdecznie na uroczystym koncercie inaugurującym siódmy sezon artystyczny Elbląskiej Orkiestry Kameralnej – rozpoczął prowadzący. - Przed panią dyrektor i muzykami zadanie niełatwe, bo od ponad sześciu lat Orkiestra przyzwyczaiła nas do bardzo wysokiego poziomu. Już dziś recenzenci porównują Elbląską Orkiestrę Kameralną do słynnej orkiestry AUKSO. I bardzo słusznie, bo oba zespoły łączy nazwisko dyrygenta Marka Mosia.
Program koncertu został skonstruowany tak, by pokazać co czeka elblążan w całym sezonie. Z tego powodu melomani mieli możliwość posłuchać zarówno dzieł Rossiniego, Mozarta, Dvořáka, jak również Bieleckiego i Pendereckiego.
W pierwszej części koncertu Elbląska Orkiestra Kameralna pod batutą Anny Mróz, zagrała „Divertimento F-dur KV 138” Wolfganga Amadeusza Mozarta. – Ta groźnie brzmiąca nazwa nie jest taka straszna - wyjaśniał Jarosław Praszczałek. - Otóż diverimenta, cassatio i serenady to była muzyka rozrywkowa XVIII wieku, wykonywana na akademiach, czyli publicznych koncertach organizowanych pod chmurką, zwykle sponsorowanych przez bogatych arystokratów i mecenasów sztuki. Miały być one lekkie w odbiorze, łatwe i przyjemne. Wolfgang Amadeusz Mozart okazał się mistrzem takiej formy. Wszyscy znamy jego małą nocną serenadę, czyli „Eine kleine Nachtmusik”. Ten wielki twórca epoki Oświecenia pozostawił wiele tego typu utworów, jak właśnie „Divertimento F-dur KV 138”.
- Potem Elbląska Orkiestra Kameralna przeniesie nas do wspaniałego świata teatru muzycznego – tak Jarosław Praszczałek zapowiadał kolejny utwór - spopularyzowaną przez topową w latach 1973-1981 audycję radiową „60 minut na godzinę” - Uwerturę do opery „Cyrulik Sewilski” Gioacchino Rossiniego.
- Opera. Jak zapewne państwo doskonale wiecie operę możemy podzielić na dwa gatunki – wyjaśniał prowadzący. - Opery seria, a więc te poważne, dramatyczne, pełne ekspresji, często inspirowane wątkami mitologicznymi oraz opery buffa. Lekkie, żartobliwe, humorystyczne, czasami nieco frywolne i rubaszne. Włoski kompozytor Gioacchino Rossini był właśnie mistrzem tej drugiej formy. Syn trębacza i śpiewaczki swą karierę rozpoczął grając w orkiestrze na … trójkącie. Szybko okazało się, że stworzony jest do większych rzeczy. Okazał się wielkim mistrzem muzyki operowej.
Ostatnim utworem przed przerwą była „Sinfonietta nr 2” Krzysztofa Pendereckiego. Zupełnie inny muzycznie obraz współczesnego, awangardowego kompozytora. Utwór skomponowany na klarnet i smyczki, tego wieczora w wersji na flet i smyczki. Na flecie zagrał Łukasz Długosz – laureat międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów fletowych.
Piętnastominutową przerwę zgromadzeni w Galerii El wykorzystali na rozgrzanie się gorącym napojem, podziwianie prac wiszących na jej ścianach oraz wymianę wrażeń z pierwszej części spotkania z muzyką – nie zawsze „lekką, łatwą i przyjemną”.
W drugiej części koncertu prowadzący oficjalnie powitał w szeregach EOK skrzypaczkę Karolinę Nowotczyńską, która po raz pierwszy wystąpiła w roli koncertmistrzyni, a następnie zaprosił do wysłuchania dwóch utworów.
- Z jednej strony muzyka współczesna, dwudziestowieczna, a z drugiej strony kompozytor tworzący w epoce Romantyzmu – zapowiadał Jarosław Praszczałek. - Rozpoczniemy od Janusz Bieleckiego. Posłuchamy utworu zatytułowanego „Kolory lata”. Jest to cykl wariacji. Warto tutaj wyjaśnić. Wariacje jest to taka forma, gdzie będziemy mieli na początku temat, który w kolejnych odsłonach będzie poddawany przeobrażeniom. Wszystko to służy temu, aby instrument solowy, jakim w tym utworze jest flet, pokazał cały swój kunszt, technikę, i żeby solista, Łukasz Długosz pokazał swoje możliwości techniczne.
Na zakończenie wielki klasyk muzyki romantycznej – Antonín Dvořák i jego „Kwartet smyczkowy F-dur op. 96 Amerykański”.
- Antonín Dvořák, kompozytor czeski. Co ciekawe, wielki twórca symfoniki, także muzyki operowej. Ale ten artysta, w porównani na przykład do Rossiniego, był artystą bardzo skromnym, nieśmiałym, niezbyt wierzył w swój talent. Promotorem jego twórczości stała się żona, która w tajemnicy przed mężem postanowiła wysłać partyturę do słynnego kompozytora niemieckiego Johannesa Brahmsa, a ten zachwycił się młodym czeskim kompozytorem. Wiele lat później, po wysłuchaniu koncertu wiolonczelowego Antoniego Dvořáka, Johannes Brahms miał zakrzyknąć „Gdybym wiedział do czego jest zdolna wiolonczela to sam bym napisał ten koncert.”
Uznany w Europie, w 1852 roku Antonín Dvořák dostał zaproszenie do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Efektem tej podróży jest jego „Kwartet smyczkowy F-dur op. 96 Amerykański”.
- Część pierwsza tego utworu, to zachwyt nad tym nieznanym lądem – mówił o kompozycji Dvořáka prowadzący koncert. – Nad lądem, gdzie krzyżują się bardzo różne tradycje muzyczne. Z jednej strony muzyka europejska, z drugiej strony folklor murzyński, z trzeciej wreszcie muzyka rdzennych amerykanów, czyli Indian. Część druga nieco mglista, melancholijna. Jakbyśmy serwowali Nowy York późną jesienią. Charakter bardziej refleksyjny tej części. Część trzecia taneczna, żywa, wesoła, jakbyśmy się przenieśli do jednego z bogatych domów znajdujących się na południu Stanów Zjednoczonych. I wreszcie część czwarta, finałowa. Mam tu skojarzenie ze starymi filmami hollywoodzkimi, z westernami. Mężczyźni na prerii, na koniach, w charakterystycznych kowbojskich kapeluszach.
I tak niepostrzeżenie, za to ciekawie i pouczająco minęły dwie godziny koncertu. Kolejny dopiero za miesiąc. 22 października, również w Galerii El będzie miało miejsce spotkanie z Elbląską Orkiestrą Kameralną i gorącym programem „Bachianas Brasileiras”, a 26 października, w Teatrze im.A.Sewruka ponownie z EOK wystąpi Leszek Możdżer.
Majka Brejdak
Mamy SUPER Orkiestrę tylko grupka zacietrzewionych osób blokuje budowę budynku filharmonii w Elblągu z dużą salą koncertową.Ocknijcie sie wreszcie z tego zastoju politycy i popatrzcie ile obiecano co to nie miało być wybudowane a jest co G***o!!!!!!!!!!Elbląg stacza sie na dno zero nowoczesnych obiektów a jeśli buduje sie to nie czyni tego miasto .
Zgadzam się ! Zamiast tego idiotycznego pomysłu z nowym gmachem sądu, wolałbym gmach filharmonii ( i pewnie nie tylko ja). Lepiej w mieście propagować kulturę, niz budować kolejny aparat ucisku obywateli.
Czy ktoś mi powie, kim jest ten gościu co siedzi obok v-ce prezydenta Pruszaka na zdjęciu nr 21 ???