Brak porozumienia i lekki chaos, tak w skrócie można opisać spotkanie w sprawie „lex deweloper” przy ul. Legionów i Częstochowskiej. Mieszkańcy sąsiednich bloków, przeciwni inwestycji mówią wprost: „Nasze obawy nie zostały rozwiane. Chcemy, żeby radni nie wyrazili na to zgody”.
Chodzi o budowę osiedla na rozległym terenie między ulicami Częstochowską, Legionów i ks. Tylutkiego. Inwestor, firma Ekobud z Ostródy, planuje postawić tam trzy budynki wielorodzinne: dwa dziewięciokondygnacyjne oraz jeden czterokondygnacyjny z wielopoziomowymi garażami podziemnymi. Łącznie ma tam powstać 256 mieszkań i 380 miejsc parkingowych. Deweloper zakupił kompleks działek od miasta w 2024 roku za 8,2 mln zł netto.
Dlaczego „lex deweloper”?
Na razie całe przedsięwzięcie jest na wstępnym etapie. Ekobud chce zrealizować inwestycję w trybie ustawy „lex deweloper”, która pozwala na budowę mieszkań niezależnie od ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Na początku roku spółka skierowała więc wniosek do miasta o ustalenie jej lokalizacji. Miał on stanąć na sesji w kwietniu, jednak po uwagach mieszkańców inwestor wycofał wniosek, by niedługo potem złożyć go ponownie z korektami projektowymi. Najprawdopodobniej to podczas czerwcowej sesji radni zdecydują o losach przedsięwzięcia (warto dodać, że to będzie ostatnia okazja dla inwestora aby skorzystać z możliwości, jakie daje specustawa, te przepisy obowiązują do końca czerwca).
Mieszkańcy sąsiednich budynków zdania nie zmienili i nadal są przeciwni inwestycji. Zastrzeżeń mają sporo. Obawiają się, że problemy, z którymi zmagają się obecnie, takie jak garaże zalane po nawalnych deszczach, nie tylko się nasilą, ale dojdą do nich nowe. Chodzi m.in. o to, czego zabrakło we wniosku inwestora. W miejscowym planie zagospodarowania z 2009 r. dla tego terenu przewidziano bowiem funkcję mieszkaniową, ale też utworzenie zbiornika retencyjnego, który zabezpieczałby okoliczne działki przed zalaniem, oraz ogólnodostępnego parkingu na 400 miejsc. Kolejne zarzuty dotyczą ograniczenia dostępu do światła słonecznego przez wysokie bloki oraz pogłębienia problemów komunikacyjnych, które w tym rejonie miasta już teraz są poważne. Więcej na temat uwag mieszkańców pisaliśmy tutaj.
Swoje wątpliwości Elblążanie dziś (6 maja) mogli skonfrontować z przedstawicielem inwestora i urzędnikami podczas popołudniowego spotkania w Ratuszu Staromiejskim.
Spotykamy się troszkę poza procedurą, na wniosek mieszkańców. Uważamy jednak, że warto rozmawiać i usłyszeć państwa opinie i uwagi. Chcielibyśmy, żeby inwestor ten wniosek i koncepcję przedstawił, żebyśmy wszyscy byli pewni, że rozmawiamy o tym samym. Jesteśmy właśnie na tym etapie, gdzie tak naprawdę każdy może wyrazić swoje zdanie i po prostu zobaczymy, co się wydarzy dalej
– mówiła na początku spotkania wiceprezydent Elbląga Katarzyna Wiśniewska, po jego zakończeniu odmówiła odpowiedzi na pytania dziennikarzy.
Inwestor: „To nie betonoza”
To druga odsłona projektu. Pierwsza, która w styczniu była złożona, została wycofana po szeregu państwa uwag. Po analizie państwa zastrzeżeń uznaliśmy za zasadne obniżenie budynku nr 3. Teren jest dosyć specyficzny. Nieruchomość składa się z trzech działek, jedna z nich, o powierzchni ponad hektara, pozostanie zielona jako park ogólnodostępny. Łącznie teren zielony zajmie ponad 60% osiedla. (...) Nie dokonujemy żadnych zmian typu przekształcanie zieleni na zabudowę, bo pojawiały się tam państwa pisma, że „betonoza” powstanie, że teraz będzie wszystko zabetonowane. Natomiast patrząc na rozwiązania, no jest to wręcz odwrotne
– mówił Grzegorz Pietrucha, wiceprezes spółki Ekobud.
Dodał również, że deweloper sfinansuje inwestycje towarzyszące: infrastrukturę odwodnieniową (mającą rozwiązać problem zalewania niższych terenów przy dużych opadach) oraz budowę drogi dojazdowej (ul. ks. Tylutkiego) wraz ze ścieżką rowerową i oświetleniem.
Mieszkańcy: „My o gruszce, oni o pietruszce”
Mimo że spotkanie trwało blisko dwie godziny, nie wypracowano porozumienia. Część z tego czasu zdominowali radni, którzy również licznie stawili się w Ratuszu Staromiejskim. Dyskusja była chaotyczna, uczestnicy wchodzili sobie w słowo, na sali zabrakło moderatora (w trakcie wydarzenia nie podano kto jest jego organizatorem). – Nie jesteśmy zadowoleni. My mówimy o gruszce, a oni o pietruszce – podsumowała jedna z uczestniczek.
Przeciwnicy inwestycji nie ukrywają, że chcą albo znacznych zmian w jej projekcie, albo powstrzymania planów inwestora.
Dzisiaj nic nie ustalimy. Wysłuchaliśmy, co ma do powiedzenia inwestor. Usłyszeliśmy to, co mieszkańcy w 500 pismach napisali do urzędu miasta, do rady. Ale żadne decyzje dzisiaj podjęte być nie mogą. Nawet gdybyśmy jeszcze dwie i pół godziny dyskutowali, to żadna strona drugiej nie przekona. Sytuację mamy taką, że inwestor kupił działkę. Po co? Żeby zbudować lokale mieszkalne i żeby na tym zarobić. To jest oczywiste. Nie możemy się na to obrażać. Miasto sprzedało działkę inwestorowi. Dlaczego? Żeby załatwić sobie problem mieszkaniowy, żeby podnieść, mam nadzieję, bezpieczeństwo środowiskowe, hydrotechniczne, jeszcze jakieś inne społeczne. Jest jeszcze trzeci interesariusz, czyli my, mieszkańcy, którzy mieszkają wokół tej działki. Również jesteśmy bezpośrednimi odbiorcami tego, co powstanie. Chcielibyśmy mieć jeśli nie pewność, to przekonanie, że nasze interesy są traktowane poważnie, że nasze obawy będą rozwiane. Czy możemy to zrobić po dzisiejszym spotkaniu? Absolutnie nie. Chcielibyśmy wnioskować do naszych radnych, aby tę koncepcję 25 czerwca na sesji Rady Miejskiej odrzucili i abyśmy w przyszłości zbudowali projekt, który będzie akceptowany przez wszystkich interesariuszy
– mówił pan Grzegorz, jeden z mieszkańców budynków sąsiadujących z planowaną inwestycją i były prezydent Elbląga.
– Mamy świadomość, że zabudowa tej działki nasz komfort życia pogorszy. I my się musimy z tym liczyć. Natomiast nie możemy odpuścić podstawowych życiowych standardów, takich jak dostęp do naturalnego słońca, światła słonecznego, tak, światła dziennego. I nie możemy sobie odpuścić pewnych szlaków komunikacyjnych, które nas albo zabiją, albo nas wzmocnią. My nie możemy sobie odpuścić retencji, środowiska i tak dalej, i tak dalej – dodał mężczyzna.
Obecnie zainteresowane strony mogą zgłaszać uwagi do planowanego przedsięwzięcia – więcej na ten temat i wniosek inwestora znajdziemy tutaj. Ostateczna decyzja należy do radnych.
Jeśli uchwała nie zostanie przyjęta, wciąż obowiązuje obecny miejscowy plan zagospodarowania. Inwestor może przygotować projekt budowlany na podstawie tego planu miejscowego, który obowiązuje. Albo możemy złożyć wniosek o zmianę planu miejscowego, lub można procedować ten temat też w innych, nowych narzędziach związanych z reformą państwową, o których sobie porozmawiamy po prezentacji, o takiej naszej debacie, rozmowie o dopłatach, o tym, co się nie podoba, co można zmienić
– wyjaśniała wiceprezydent Elbląga.




























Warto rozmawiać
Rozmawiać owszem ale co wynika z tej rozmowy? Za trudne sprawy !
Nadzieja umiera ostatnia
„Nasze obawy nie zostały rozwiane”? A co mają powiedzieć mieszkańcy osiedla na Sadowej, którym słońce zabrał nowy budynek przy Grunwaldzkiej? Istnieją jasne przepisy o nasłonecznieniu (§ 60) – jeśli projekt je spełnia, to protesty są spóźnione. Rozumiem dyskomfort z powodu nowej zabudowy pod oknem, ale bądźmy realistami. Kupowanie mieszkania obok pustej, atrakcyjnej działki w środku miasta i łudzenie się, że teren ten pozostanie nieużytkiem albo powstanie tam niski budynek, jest po prostu skrajnie naiwne. Deweloper kupił grunt za 8 mln zł nie po to, by stawiać dwupiętrowe domki. Zamiast teraz protestować, trzeba było myśleć przy zakupie własnego lokum, że przestrzeń w mieście nie jest dana raz na zawsze.
Ręce opadają na tę zbiorową histerię. Mentalność małego dziecka: "ma być po mojemu, a jak nie, to idę naskarżyć do urzędu". Ludzie, odrobinę realizmu! Miasto to nie prywatny folwark, tylko żywy organizm. W śródmieściu wystarczy 1,5h słońca w pokoju, żeby wszystko było zgodnie z prawem – a wam się marzy nasłonecznienie jak na plaży w Egipcie? Trzeba było mieć odrobinę wyobraźni przy zakupie mieszkania, a nie teraz robić zdziwioną minę, że na działce za miliony powstaje konkretny budynek, a nie skwerek z ławkami. Kupiliście lokum przy wolnym placu w centrum i liczyliście na widok po horyzont? To nie pech, to zwykła naiwność. Deweloper buduje to, co mu wolno, a wasze "obawy" to zwykłe blokowanie rozwoju miasta, bo słońce wam ucieka. Pora dorosnąć.
Ręce opadają na tę zbiorową histerię. Mentalność małego dziecka: "ma być po mojemu, a jak nie, to idę naskarżyć do urzędu". Ludzie, odrobinę realizmu! Miasto to nie prywatny folwark, tylko żywy organizm. W śródmieściu wystarczy 1,5h słońca w pokoju, żeby wszystko było zgodnie z prawem – a wam się marzy nasłonecznienie jak na plaży w Egipcie? Trzeba było mieć odrobinę wyobraźni przy zakupie mieszkania, a nie teraz robić zdziwioną minę, że na działce za miliony powstaje konkretny budynek, a nie skwerek z ławkami. Kupiliście lokum przy wolnym placu w centrum i liczyliście na widok po horyzont? To nie pech, to zwykła naiwność. Deweloper buduje to, co mu wolno, a wasze "obawy" to zwykłe blokowanie rozwoju miasta, bo słońce wam ucieka. Pora dorosnąć.
trzeba zagospodarować teren i projekt ten spełnia te założenia , jeżeli nie to przeprowadźcie tam zalesienie terenu. I po problemie
Po tym spotkaniu już chyba nikt nie ma wątpliwości czyje interesy reprezentuje Sz. Pani wiceprezydent....
Zalewa Wam garaże ? Ciekawe. Może po prostu kupiliście tak tandetnie wybudowane mieszkania, bez odpowiedniej izolacji i porządnego odprowadzenia wód burzowych, a teraz żale i pretensje do innych. Nie ma to jak być ignorantem przy zakupie mieszkania, nie spojrzeć na plan miejscowy i łudzić się tym, że działka przeznaczona pod zabudowę nigdy nie zostanie sprzedana i zabudowana. To jest naprawdę szczyt ignorancji. Radni nie powinni uwzględniać tych protestów i dawać zgodę na zabudowanie tego wychodka dla psów i zorganizowania tam prawdziwej zieleni dla mieszkańców.
Deweloper nie będzie chciał ustąpić, on maksymalizuje zysk. Jedyna nadzieja w radnych, że odrzucą wniosek na sesji rady miasta.